Scena przedstawia ciemny pokój. Na jedynej lekko oświetlonej ścianie namalowana jest postać kobiety; w każdą część ciała wbity jest duży gwóźdź. Na prawo, w cieniu, stoi wielka drewniana skrzynia. Wchodzi wujek Kazio.
- Widzisz sama, dziecinko… Nie łatwo sie w tym połapać, a jeszcze trudniej pozbierać to wszystko do kupy. Pół wieku to sporo…
Wujek Kazio podchodzi do skrzyni i pochyla się nad nią, grzebiąc w niej hałaśliwie, po czym prostuje się i zaczyna wyciągać rzeczy. które wyglądają jak kawałki wielkiej lalki lub manekina.
- Sama pomyśl, twoja matka. Taka ładna, wesoła… Młoda była, kiedy się poznaliśmy, przed wojną. W tacie zakochana. A jednak z wychowaniem dzieci jej nie wyszło…
- Widzisz, kochana… - wujek Kazio podchodzi do ściany i zawiesza jedną z części na losowym gwoździu. Jest to noga. Wisi w miejscu ręki.
- Tak, moja mała. Nie jest łatwo wychować trójkę dzieci. Zwłaszcza jeśli samemu się jest jak rozpieszczone dziecko.
Podchodzi do skrzyni, wyciąga rękę i wraca do ściany, zdejmuje nogę i wiesza rękę. Nogę rzuca w kąt pokoju. Upada z głośnym stuknięciem.
- Wychowanie dzieci jest trudne, żmudne… A twoja mama chciała przejść życie w sukni balowej. Piękna była, pamiętam raz w Krynicy wybrano ją królową balu. A kiedyś w Zakopanem… Ech, siła by gadać…
Wujek Kazio podchodzi do skrzyni i wyciąga dwie głowy. Ustawia je na pokrywie skrzyni i przygląda się chwilę z oddalenia, po czym bierze jedną, a drugą wrzuca do skrzyni. Podchodzi do ściany i przymierza głowę w różnych miejscach, wreszcie zawiesza ją pod pachą ręki, odchodzi, przygląda się chwilę i niezadowolony wzrusza ramionami i przysiada na skrzyni.
- Wychowanie dzieci nie jest łatwe. Nigdy nie wiesz, co z nich wyrośnie. Twój najstarszy brat, na przykład. Dobry chłopak, a zmarnował się w tych wszystkich internatach, gdzie go mama wysyłała, bo wstydziła się, że ma takiego dużego syna… Rozpił, do więzienia trafił, zmarnował, umarł… A drugi - cukrzyca. A ty, no cóż, może sie najlepiej udałaś. A ona nawet nie chciała, byś sie urodziła. Czego nie robiła, po drzewach chodziła, skakała z gałęzi. Ale ty się życia uczepiłaś… Nie dałaś. Tak, nie łatwo to wszystko zebrać do kupy. Pięćdzisiąt lat to kawał czasu…
Podchodzi do skrzyni, pochyla nad nią i zaczyna hałasować częściami ciała, wyrzucając na podłogę dłoń, drugą nogę, klatkę piersiową.
Światło przygasa na całej scenie, a wtedy w kącie, gdzie upadła noga, widać Didi w czerwonym kapeluszu. Pochyla się, podnosi nogę i przytula do niej. Światło gaśnie.